Ostatnio z przerażeniem obserwuję co się dzieje z BMW. Chłopaki z Bawarii szaleją coraz bardziej. Pierwszym strzałem w kolano było według mnie podpięcie literki M pod X5 i X6. M w SUVie? I to napędzanym na 4 łapy? To jakaś masakra…
Ale to nie koniec. Potem przyszło info, że piec w nowej M5 będzie piecem z normalnej serii 5 mocno zmodyfikowanym na potrzeby wersji M. Znaczy to ni mniej ni więcej tylko tyle, że trzeba zapomnieć o spasionej V10 i zadowolić się podwójnie uturbioną, ale jednak zwykłą V8 4,4l, montowaną bez turbo w zwykłej piątce. Niby różni się od tego zwykłego pieca, ale nie jest oddzielną konstrukcją, przygotowaną wyłącznie dla M, do czego przyzwyczaili klientów inżynierowie Mtechnik.
Jakby tego było mało, dziś rano wyczytałem w Autocarze, że szef działu M – Albert Biermann potwierdził, że BMW rozważa możliwość wprowadzenia do modeli M kolejnych generacji silników… diesla. Nic tylko załamać ręce… Ciekawe którego diesla zapodają? Bo 3,0 to chyba dużo za mało? Ale wyobrażacie sobie BMW M530d? Md?!
Ja rozumiem eco-friendly-bzdury, korzystniejszy przebieg krzywej momentu w SUVach, fuel-efficiency i konieczność oszczędzania w czasach kryzysu. Ale żeby takie rzeczy robić M??
Quo vadis BMW…
Klaus Hammerschmidt – 73-letni dziadek po raz kolejny wszedł do salonu BMW. Tym razem kupił M6. I tak wchodzi mniej więcej 3 razy w roku od 46 lat. I kupuje sobie bumę. Zaczął w 1963 gdy kupił 1800ti. Pokochał markę, co mnie kompletnie nie dziwi i zaczął je kolekcjonować. Do dnia dzisiejszego kupił uch już 135, w tym 26 eMek i 29 Alpin. Gruby temat. Trza by sprawdzić czy nie ma córki na wydaniu.
Dwa filmiki z Mpowerem w tle. Każdy inny, każdy dobry. Skąd jest ten kawałek z pierwszego?
Two Mpower clips. Both strange but both very good.